Najbardziej wkurzające okazały się być rowery. Zgodnie z radą elektronicznego przewodnika, postanowiliśmy wypożyczyć rowery velib', stojące w całym Paryżu co paręset metrów. Byliśmy przekonani, że to świetny pomysł - większość paryżan na nich jeździ zamiast na własnych no i jest tyle ścieżek rowerowych, a rowery kosztują 1,7euro za dzień! Poszliśmy więc od odpowiedniego automatu, pomęczyliśmy się z nim trochę i dostaliśmy po karteczce z własnym numerem. Wybraliśmy rowery i ruszyliśmy. Niedługo potem zawitaliśmy do kolejnej stacji, ponieważ mój rower miał gumę a Janka zepsute ustawianie siodełka (przez co siodełko było wiecznie w dole). Wymieniliśmy nasze rowery i wybraliśmy inne, z których mój miał... gumę, a Janka zepsute ustawianie siodełka! Za trzecim razem jednak nam się powiodło. Dotarliśmy do Centre Pompidou i bojąc się, że nie znajdziemy już później w miarę działających rowerów, postanowiliśmy nie odstawiać ich na stojaki, ale zwyczajnie przypiąć. I to był największy błąd. Parę godzin później zabraliśmy rowery i ruszyliśmy na wycieczkę wzdłuż Sekwany. Pod wieżą Eiffla złapał nas deszcz, więc z rowerów ostatecznie zrezygnowaliśmy i wróciliśmy metrem. Następnego dnia dowiaduję się, że na koncie brakuje mi prawie 700zł. Pogrążona w głębokiej finansowej depresji, snułam opowieści jak to od teraz będziemy jeść chleb gołym nożem smarowany, a wszędzie chodzić pieszo - najlepiej między miastami też i zaczęłam sprawdzać odległość Paryża od Barcelony. W odpowiednim momencie przypomniałam sobie o depozycie ze 150euro za rowery i że nie minęły jeszcze 24 godziny i że wszystko jest ok! Postanowiliśmy więc wpisać nasze numerki do maszyny i zobaczyć kiedy nam oddadzą kasę. Zamiast tego dowiedzieliśmy się, że jazda rowerami nie kosztowała nas 1,70euro, ale 27. Bo gdy wejdzie się w odpowiednie opcje a następnie w informację a potem w kolejną opcje i kolejne informacje to dowie się, że 1,70euro to jedynie opłata za wypożyczenie, pierwsze pół godziny jest darmowe a każde następne kosztuje... 4euro. Tak więc za pozostawienie rowerów pod Centre Pompidou okazało się być najdroższą zabawą w Paryżu. To nie był jednak koniec przygód, bo nadal nie odzyskaliśmy 150euro, a automat zaczął pokazywać, że nasza subskrypcja skończy się za...
Zadzwoniłam wściekła na podany numer, posłuchałam głupiej melodyjki aż w końcu pewien "angielsko-języczny" francuz odebrał telefon i gdy zrozumiał już o co mi chodzi, wyjaśnił, że to wina mojego zagranicznego banku i że pieniądze zostaną mi zwrócone za... 2 tygodnie. Świetna wiadomość w trakcie podróży!
Inną rzeczą są ścieżki rowerowe. Są - razem z buspasami, po których jeżdżą też taksówki, motory i moje ukochane skutery. Spędziliśmy na nich parę chwil grozy... Zatęskniłam za zwyczajnym, warszawskim jeżdżeniem po ulicy. Wydaje się jednak bezpieczniejsze.
Inna przygoda dotyczyła pociągów, oznakowań w metrze oraz wspaniałej znajomości języka angielskiego, ale ile można narzekać. Czas nacieszyć się Barceloną!
