Nasz pociąg do Berlina rusza za 6 godzin i 28 minut (od momentu, kiedy stukam te słowa). Właściwie moglibyśmy iść już spać, odpocząć przed podróżą ale gdzie tam. Biegam jak kot z pęcherzem sprawdzając, czy wszystko aby na pewno dopięte jest na ostatni guzik. Ponieważ, przy całym moim bałaganiarstwie i olewactwie jest parę rzeczy, w których okazuję się być perfekcjonistką. Jedną z tych rzeczy jest pakowanie się. I tak oto, od paru dni skreślam i dopisuję rzeczy do zrobienia/kupienia/spakowania na paru różnych kartkach i planuję jak zapełnić każdy najmniejszy centymetr w moim wyśnionym (dosłownie!) zielono-niebieskim plecaku. Po przeczytaniu najróżniejszych porad na najróżniejszych forach i nie tylko, obrałam odpowiednią metodę i wprowadziłam ją w czyn (zaopatrując się wcześniej w duże ilości zapinanych torebek oraz gumek-recepturek), w związku z czym od dzisiejszego ranka aż do "przedchwilą" moje łóżko alias teren pakowania wyglądało tak:
Po odpowiednim przygotowaniu zaczęłam łączyć elementy bagażu niczym puzzle, i umieszczać je w odpowiedni sposób w moim nie za dużym jednak plecaczku. I tak oto ubrania/kosmetyki/leki/oraz wszystko na każdy możliwy przypadek jaki zdołałam przewidzieć w nadchodzącym miesiącu zmieściło się w tych nieszczęsnych 34 litrach idealnie. Jankowi, chociaż z mniejszą finezją, bo nie przy pomocy przemyślanych technik a raczej własnej nogi, również udało się zmieścić do swojej nieco większej ilości litrów. A oto i efekt końcowy:
Zarzucamy więc jutro z rana toboły na plecy i ruszamy. Stay tuned!
Szacun!
OdpowiedzUsuńAAAA hasta prontooo!!! :*:*
OdpowiedzUsuńBe good, have fun!
OdpowiedzUsuńK
ha ha ha Dziubecka mam nadzieję, że zrobiłaś test bagażu mierząc czas jaki Ci zajmuje znalezienie świeżej skarpetki :D
OdpowiedzUsuńtake care!
Agata
... wiedli do pociągu .... byle jakiego ...i ruszyli ... (Pablo)
OdpowiedzUsuńAgata - spokojnie, skarpetki mają własną torebkę :)
OdpowiedzUsuńano ruszylismy!