sobota, 30 lipca 2011

Dzika głowa

Myśl o miesięcznej wyprawie po Europie, rozbiła w mojej głowie dwa skrajne obozy. Po jednej stronie, na wygodnych leżakach z kolorowymi drinkami, rozłożyła się moja wygodnicka natura. Mamrocząc bezustannie o trudach i niewygodach związanych za takimi przygodami, malowała obraz współczesnej Europy na kształt Rwandy, w której my - Tutsi udajemy się na zwiedzanie obozu Hutu. Po drugiej stronie natomiast, w szałasie zbudowanym z liści "pewności i wiary w siebie" położyła się część o obliczu Bear'a Grylls'a, zapewniając mnie, że nawet w Afryce może być miło, jeśli się wie jak należy postępować.

Wygodniccy słusznie stwierdzili, że władca tego królestwa niezgody nie ma o tym zielonego pojęcia.

Mieli zupełną rację. Jednak w mojej obronie stanęła druga połowa, która uroczyście poinformowała, że kiedy brakuje skill'u trzeba liczyć na dobrodziejstwa techniki.

Pierwszym dobrodziejstwem które zdobyłem, był 22gramowy składany nóż, którym w razie czego będę mógł oprawić upolowaną zwierzynę. Następnym była kurtka Iguany którą znaleźliśmy przez przypadek, a którą pokochałem od pierwszego założenia. Lekka, szybko schnąca i wodoodporna. Z pewnością będzie z niej doskonały żagiel do tratwy, albo posłanie.

Doszedłem do wniosku, że niezbędnym elementem który może ocalić życie podczas tak niebezpiecznej wyprawy, jest telefon komórkowy który przy braku kontaktu wytrzyma ponad tydzień, a ponadto będzie wszystko-odporny.

Obecnie rozważam kupno tabletu z mobilnym internetem, wybierając te o największym wymiarze, żeby w razie czego szybkim ciosem zabić napastnika, albo potencjalną kolację.

Last but not least, plecak i ubrania, ale to następnym razem.

1 komentarz:

  1. Obśmiałam się jak norka. Czekam na dalsze wpisy!

    OdpowiedzUsuń